Wasza dyskusja w innym temacie zachęciła mnie do założenia tego.
Zastanawiałem się czy ten temat bardziej pasuje tu czy do Szkolnictwa wojskowego?
Ostatecznie - założyłem tu.
Pochwalę się.
Będąc dzieckiem zaopatrzyłem się w 100 (z grubsza licząc) metrów sznurka, dwa paliki, zaś Tata kupił mi busolę. To takie cosik z opuszczanym lusterkiem oraz celownikiem.
Lusterko opuszczało się nieco nad busolę, patrzyło w celownik (muszka i szczerbinka), ustawiało w kierunku w jakim się chciało i na lusterku odczytywało się azymut.
Pobawiłem się i wykonałem przy pomocy tak prostych narzędzi mapę ścieżek całego okolicznego lasu.
Oczywiście, z przywiązaniem owej mapy do kierunków świata.
Czy dziś dzieci / młodzież potrafią tak się bawić?
Inną jest kwestią umiejętność czytania mapy.
A jakie są Wasze doświadczenia?
_________________ "Przestańmy własną pieścić się boleścią, przestańmy ciągłym lamentem się poić,
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, Mężom przystoi w milczeniu się zbroić"
Suchar:
Dziadku, dziadku - wojsko z mapą idzie. Będą się o drogę pytać ...
Dawno, dawno temu, będąc "Zuchem" bawiliśmy się w "Podchody". To chyba można nazwać wstępem do "marszu na azymut"
Ja mam busolę w plastikowym pudełku, z lusterkiem opuszczanym od dołu. Tego rodzaju:
(tylko moja jest zielona)
Zabieram ją w góry żeby się bawić w branie namiarów na szczyty górskie i patrzenie gdzie jestem (na mapie) choć przde wszystkim w druga stronę - żeby ponazywac szczyty widoczne na horyzoncie na podstawie mapy i azymutów i wiedzy który szczyt zdobyłem.
Po dojściu na szczyt górski często jesteśmy na punkcie widokowym, i poza zrobieniem sobie zdjęcia pewną swego rodzaju frajdą jest wyjąć wtedy busolą i mapę papierową, żeby poidentyfikować szczyty które widać.
I tak zawsze się wszyscy zatrzymują na odpoczynek na szczycie.
Do niczego więcej tego nie używam.
:-)
Na żaglówce zaś, to do podobnych zabaw bardziej się sprawdza monokular (pół lornetki) z wbudowanym kompasem, o tego typu:
(ten to mam dopiero "w planach zakupowych")
_________________ Toast wódczany o postaci dialogu.
Zasłyszane na dniach.
:
- Ruskij wojennyj korabl?
- Do dna!
Musiałbym udać się do Ciebie na szkolenie.
Gdyż szczerze powiem, iż nie wiem jak czymś takim z lusterkiem opuszczanym do dołu się posługiwać.
Ideą lusterka opuszczanego od góry jest to aby po "wycelowaniu" zachować (kontrolować) kierunek celowania i nie poruszyć busolą a jedynie ociupinkę podnieść wzrok aby odczytać w lusterku zmierzony azymut.
_________________ "Przestańmy własną pieścić się boleścią, przestańmy ciągłym lamentem się poić,
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, Mężom przystoi w milczeniu się zbroić"
Do szybkiego pomiaru azymutu w terenie polecam kompas namiarowy typu Iris 50. Miałem taki ale "dostał nóg". Sprawdzał się wyśmienicie. Wystarczyło popatrzeć przez przeziernik i od razu wskazywał azymut obserwowanego obiektu.
Osobiście uważam, że kompasy mapowe dają więcej radochy tym bardziej, że obecnie robią takie z lusterkiem którymi również można szybko wycelować w cel i określić jego azymut.
_________________ Ojczyzna, to nie miejsce, w którym mieszkasz, ale miejsce, którego potrzebujesz i które potrzebuje ciebie /Stefan Pacek/
A co powiecie o tak prostej czynności jak zgrywanie mapy z busolą? Nie będę się spierał - może być z kompasem.
Mapa jest zorientowana. Ale mapa nie wie gdzie w danej chwili jest północ.
_________________ "Przestańmy własną pieścić się boleścią, przestańmy ciągłym lamentem się poić,
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, Mężom przystoi w milczeniu się zbroić"
A co powiecie o tak prostej czynności jak zgrywanie mapy z busolą? Nie będę się spierał - może być z kompasem.
O ile sprawy rozumiem:
Kompasy/busole w postaci przezroczystego pudełka z pleksi zintegrowanego z linijką są bardzo dobre do pracy na mapie, z kolei busole z celownikiem i lusterkiem od gory są bardzo dobre do pracy w terenie, gdy trzeba wyznaczyć namiar/azymut na obiekt.
Kompasy/busole typu "pudełko plastikowe z częściową przezroczystością i z lusterkiem opadającym do dołu" to pewna próba znalezienia kompromisu, takiego urządzenia który nadawałby się do obu celów na raz.
Jak to z kompromisem - jest zawsze częściowy.
Niestety w ramach szkolenia mogę zaproponowac tylko filmik:
(ja niestety u siebie musiałem wyłączyć dźwięk, bo nie rozumiem języka, a na sam dźwięk mam alergię.)
Od minuty 5tej Niemiec pokazuje prace z kompasem przezroczystym, w terenie i na mapie, a od 9tej do 11tej z "pudełkowym z lusterkiem spadającym do dolu", w terenie i na mapie.
i napisał/a:
Czy dziś dzieci / młodzież potrafią tak się bawić?
Nie sądzę. Było minęło.
_________________ Toast wódczany o postaci dialogu.
Zasłyszane na dniach.
:
- Ruskij wojennyj korabl?
- Do dna!
Przepraszam za rozmiar - ale dawno nie zamieszczałem zdjęć.
Winienem sobie przypomnieć.
Moja busola była bardzo podobna do tej:
Też miała z lewej strony tak zwaną linijkę. Choć nieco inaczej wyskalowaną.
O ile mnie wzrok nie myli to ta ze zdjęcia ma jeszcze prowizoryczną dwustronną poziomicę. Moja jej nie miała.
_________________ "Przestańmy własną pieścić się boleścią, przestańmy ciągłym lamentem się poić,
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, Mężom przystoi w milczeniu się zbroić"
Zabawna historia. Ja pewnego lata byłem z rodzicami w ośrodku wczasowym na mierzei, w miejscowości Jantar jeśli dobrze pamiętam. I kiedy nie było pogody na plażę, zajmowałem się "mapowaniem" pobliskiego lasu. Być może mam jeszcze gdzieś tę kartkę. Tylko nie pamiętam, co mnie do tego natchnęło i skąd miałem busolę (a może kompas?).
Wygląda na to, że mamy na tym forum potężną nadreprezentację fanów tzw. terenoznawstwa...
A ten żeglarski kompas będę musiał kiedyś sobie obejrzeć.
Pomógł: 1 raz Dołączył: 13 Mar 2010 Posty: 547 Skąd: Wybrzeże
Wysłany: Pią 05 Kwi, 2024
Ja w swojej kolekcji mam busolę Csmengi (bardzo ciekawysposób stabilizacji igły powodujący, że układ pracuje na sucho), kompas płytkowy Silva (stabilizowany cieczą za to poręczniejszy do pracy z mapą) i kompas naręczny Moskwa. Poluję jeszcze na brytyjską busolę z króćcami do uzupełniania alkoholu i odpowietrzania.
Każdy na swoje zastosowania (tzn. każdym da się zrobić te same rzeczy, tylko jedne przychodzą łatwiej a inne wymagają więcej wysiłku). Busole świetne są do zdejmowania azymutu, pracy na posterunkach obserwacyjnycha nawet znajdowania położenia obiektów np. przez pomiar azymutu z dwóch znanych lokalizacji. Płytkowe (wiadomo) do pracy z mapą. Brytyjskie mundury dorobiły xię na tą okazję nawet specjalnej kieszonki. Do biegania na azymut i doraźnego sprawdzania kierunku wystarczy naręczny. Nic jednak nie zastąpi umiejętności pracy z mapą. I nie mówię tu o prozaicznym orientowaniu mapy według północy, identyfikacji dróg i liniowych przeszkód terenowcy ich przebiegu. Mówię tu o umiejętności identyfikacji czy punkt kontrolny znajduje się na szczycie, w dołku a może w przewężeniu między wzniesieniami, co oznaczajá poszczególne symbole, jak czytać działy leśne, nawigować po poziomicy (tzn. nie wiecznie biegać góra-dół, tylko ekonomicznie poruszać się na mniej więcej tej samej wysokości). Inna rzecz to wyobraźnia. W nocy teren potrafi wyglądać zupełnie inaczej. Po dekadzie młodnik to już las.
W moich stronach modne były nocne rajdy na orientację (mamy cykliczne imprezy na każdą porę roku). Najbardziej pasowały mi dwu-trzy godzinne imprezy (popularne zwłaszcza w czasie pandemii). Organizowali to co weekend, każdą w innej dzielnicy (na tej zasadzie poznałem okoliczne lasy). Zapewniali mapy i lampiony z dziurkaczami (można było na koniec porównać swoje osiágnięcia z wzorcową kartą kontrolną). Wyrobiło to potem u mnie nawyk (jak lokalizację zaczęły się powtarzać) zapoznania się z mapą terenu zanim się tam znalazłem
C do spostrzeżeń nt. młodzieży na SERE. Nie odróżniają współrzędnych UTM od MGRS. Kiepsko im idzie określanie położenia w układzie biegunowym, brak znajomości własnej długości kroku (brak nawyku pracy z krokomierzem)
Do biegania na azymut i doraźnego sprawdzania kierunku wystarczy naręczny. Nic jednak nie zastąpi umiejętności pracy z mapą. I nie mówię tu o prozaicznym orientowaniu mapy według północy, identyfikacji dróg i liniowych przeszkód terenowcy ich przebiegu. Mówię tu o umiejętności identyfikacji czy punkt kontrolny znajduje się na szczycie, w dołku a może w przewężeniu między wzniesieniami, co oznaczajá poszczególne symbole, jak czytać działy leśne, nawigować po poziomicy (tzn. nie wiecznie biegać góra-dół, tylko ekonomicznie poruszać się na mniej więcej tej samej wysokości). Inna rzecz to wyobraźnia. W nocy teren potrafi wyglądać zupełnie inaczej. Po dekadzie młodnik to już las.
Jest taki sport, w sumie dosyć nowy i słabo ustandartyzowany, jakim jest biathlon na orientację.
Jest to połączenie rajdu na orientację z biathlonem letnim.
Musisz znaleść w terenie punkty, zaś na każdym z punktów znajduje się strzelnica.
Stosowane sa strzelnice wiatrówkowe, ( a nie kbks'owe jak w "dużym" biathlonie ) z racji tego że taką strzelnicę można urządzić w terenie przygodnym bez stwarzania zagrożenia dla otoczenia ( np strzelnica do postawy leżąc ukryta w rowie melioracyjnym, albo w betonowym przepuście pod drogą ). Są też odpowiednio krótkie.
W sumie na obecnej fali militaryzmu jak najbardziej ktoś mógłby zacząć organizować takie zawody w Polsce.
Wiatrówka nie jest w Polsce bronią palną, co znosi wiele barier prawnych, nie są też już zaporowo drogie wiatrówki "kbkso-podobne" - to stwarza wiele możliwości organizacyjnych.
( rura ze sprężonym powietrzem pod lufą, wystarczająca na parenaście faktycznie identycznych strzałów, tradycyjny zamek suwliwo-obrotowy - ładujesz grzybka po każdym strzale - cóż więcej potrzeba do takiego biathlonu na orientację. )
Crosman-Benjamin Discovery. "Przekaz zawiera lokowanie produktu".
_________________ Toast wódczany o postaci dialogu.
Zasłyszane na dniach.
:
- Ruskij wojennyj korabl?
- Do dna!
Wygląda na to, że mamy na tym forum potężną nadreprezentację fanów tzw. terenoznawstwa...
Oj, kiedyś nie było internetu, telefonów komórkowych a w TV były tylko dwa kanały. Z czego "dwójka" zaczynała się bodajże o godzinie 13:00.
No to chcące robić coś ciekawego dzieciaki różnymi rzeczami się zajmowały.
Ja poznałem alfabet Morse'a, zajmowałem się modelarstwem. Nawet zbudowałem model samolotu MiG-23 i włożyłem mu silnik. I nawet poleciał. Lecz szybko przechylił się na prawe skrzydło i doszło do katastrofy.
Eskortowiec Tobruk też zbudowałem. I również włożyłem mu silnik. Silmę. Łopaty śruby wyciąłem z wieczka puszki po konserwie. Ale - bezpieczeństwo zawsze było dla mnie ważne. Nim wziąłem się za "montaż" obudowy kadłuba to wkleiłem między wręgi 4 piłeczki ping-pongowe. Nie mogłem sobie pozwolić na utratę okrętu.
I w owo wzmiankowane mapowanie terenu też się bawiłem.
Ech - cóż to były za fajne czasy.
_________________ "Przestańmy własną pieścić się boleścią, przestańmy ciągłym lamentem się poić,
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią, Mężom przystoi w milczeniu się zbroić"
Pomógł: 1 raz Dołączył: 13 Mar 2010 Posty: 547 Skąd: Wybrzeże
Wysłany: Nie 07 Kwi, 2024
Mapy w Afryce kreśliłem. Po przybyciu do obozu okazało się, że mapy są nieaktualne. Jako, że planowałem patrole zbierałem potem gps, drukowałem zestwienia punktów, nanosiłem na mapę co dziesiąty i wszystko łączyłem krzywką. Nie miałem specjalistycznego oprogramowania ale protraktor artyleryjski już tak. Wtedy to wzniosłem się na wyżyny kartografii.
Nigdy nie zapomnę jak w Muzeach Watykańskich wszedłem do komnaty map. To taka wąska galeria, na ścianach znajdują się mapy wszystkich krain Italii. Marzenie każdego kondotiera.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum